Strona główna Hovawart "użyteczny" Relacje z imprez sportowych Wiosenne Dni Hovawarta

Wiosenne Dni Hovawarta

Wiosna  u Markuska czyli Dni Hovawarta w Mieczewie

Jak zwykle najpierw przeproszę wszystkich za to, że żyję. Czyli, wiadomo: jeśli ktoś poczuje się urażony, obrażony, itp.
Moje opowieści są absolutnie pozbawione obiektywizmu, co więcej, są wyrazem czystego wręcz subiektywizmu. To lecimy…

Jak nigdy, po drodze nie padał deszcz!!! Ani śnieg!!! Ani grad!!! Ba, w pewnym momencie, gdybym się tak nie śpieszyła, zatrzymałabym się na pewno, bo widok miałam przecudny: wąska nitka drogi asfaltowej, po prawej stronie kwitnący rzepak, po lewej stronie kwitnący rzepak, a tuż przy drodze, gdzieniegdzie, pojedyncze drzewa zielone, więc ten rzepak prześwitywał między nimi i wylewał się dalej głęboko w pola… Mmm! Wiosną mój mózg pracuje inaczej. Uwielbiam wiosnę, zieleń jasną, świeżą, kwitnące kwiaty wyjątkowej urody, ech! Pogodę już dwa tygodnie wcześniej obserwowałam, ale byłam na straconej pozycji, bo mieli przyjechać „nowi”, czyli ci, co to pierwszy raz u Pavla. Legendy przekazywane z pokolenia na pokolenie mówią, że jak są nowi zawsze pada Puszcza oczko. Oczywiście nie omieszkaliśmy im tego powiedzieć, kiedy tylko zaczynało się chmurzyć… Nowymi ludziskami byli Ania i Sebastian z córeczką Amelką oraz głównym bohaterem Dragonem. Nie będę owijać w bawełnę, tylko od razu powiem, że tym razem Dragon był odkryciem sezonu! Skubany ma taki popęd, że jedynie mogę rzec „łał”.  Pracował na placu jak profesjonalista Jagger, któremu trzeba oddać fachowość po prostu: nie dosyć, że widać, że chłopak to lubi nad życie, to jeszcze robi to świetnie! Do grona tych profesjonalistów oczywiście trzeba dodać Sheynę, która jak wiadomo, została już dawno przyjęta w poczet hovków z wyjątkowym popędem. Kiedy te psy wychodzą na plac wiadomo, że „będzie…. będzie się działo, będzie zabawa…” (…a nocy też oczywiście było mało Śmiech).

JAGGER Królewska Kraina

DRAGON z Krainy Żabek

Wyjątkowo też pracowały z nami dwa dobermany, sunia Tajga z Danką i piesek Vato z Piotrkiem. Piotrek pracuje z Pavlem systematycznie, a Danka dojeżdża. Jak to powiedział Pavel, niedługo będzie sobie robił pamiątkowe zdjęcia z dobermanami. Te dwa dobrze wiedzą co to jest rękaw i oszczekiwanie. A Pavel nie byłby sobą, gdyby nic nie wymyślił i całą lożę szyderców zapoznał z oszczekiwaniem rewiru. Jakoś nie czułam się zupełnie spokojnie, kiedy usiadł sobie między nami z rękawem, a z drugiego końca placu jak torpeda wpadł na „nas” Vato, oszczekując rewir!!!! Powiem Wam, że wrażenie niesamowite i jakoś niewiele słyszałam ze słów „on widzi tylko pozoranta”. Nie wiem dlaczego ja byłam najbliżej „zewnętrznej”, znaczy pierwsza do pożarcia… (zdjęcie się powiększy po kliknięciu)

Miałam przyjemność poznać Kasię „Lotkową” i Gialottę… o ludzie jaka piękna sucz! A jak dobrze wychowana! No po prostu dama wybiegów! Szata piękna, ruch tak samo, delikatne, łagodne stworzenie. A tropienie to jej talent wyjątkowy! Kasia już złapała bakcyla i nawet tropiła z Lotką już u siebie! Oby tak dalej, trzymamy kciuki. Z tego co wiem zawiązał się Komitet Wspólnego Tropienia Santkowo-Witkowo-Iulowo-Lotkowy. Już im zazdraszaczam tych spotkań.  Nawet wprosiłam się jako kibic, a kto wie może nawet uczestnik.

Iula i Witka już daleko przed nami i nie tylko! Tropią już ho ho… daleko…. załamania, zaznaczania przedmiotów, 300 kroków czy już sama nie wiem ile, pogubiłam się w tych krokach. Gdzie te czasy, gdzie deptane było osiem kwadratów, a na ślad szły dwa psy… Teraz kwadraty były cztery, no może pięć, bo przecież Kijaszek i Karou, bo reszta to już łazi po łąkach! Sheyna poszła pięknie z zakrętem! Witka i Iula wiadomo, Santek no i Gruszka, która niby to gościnnie, a łaziła po śladach jak nie wiem i zaznaczała przedmioty. No i kto mi powie, że stoimy w miejscu! Powoli, ale jednak do przodu!

Witka pokazała, że ona umie szczekać, oszczekiwać i gryźć. Iula-lansiara uwielbia kiedy na nią patrzą i ćwiczy z wyrazem twarzy „popatrzcie na mnie, umiem, umiem!” robiła takie pozycje, że nie powstydziłby się żaden maliniak.

Maluchy mniejsze i większe… Kijaszek vel Kijanka z Krainy Żabek to po prostu szczyt szczęścia! Imię pasuje do niej doskonale, wije się to to… podskakuje, skacze, cieszy, merda całą sobą i wyraz psa, bo już nawet nie pyska, mówi: „życie jest piękne”! Nie umiem oddać słowami, cóż to stworzenie wyprawia i jak, żeby pokazać wszystkim jakie jest radosne. Ja bardzo osobiście z radochą przeogromną patrzę na Kasię Totusową na drugim końcu smyczy, która idzie równie uchachana za Kijaną. To była najlepsza decyzja w jej życiu! Wszelkie zasady Kasine poszły w zapomnienie i legły w gruzach. W miejsce psa zrównoważonego wisi teraz wizytówka „świr mile widziany”…. hihihihihi Kasia wybacz! Ale ja równie ześwirowana na punkcie wiadomo kogo odetchnęłam z ulgą. Emocje górą, powaga w poważaniu…!

Druga „mała”, Karou, chodziła za Kasinymi Żabkowymi dłońmi, prawą i lewą i mówiła „ja umiem, umiem, dawaj ćwiczymy”. Karou w porównaniu do Kijany to spokój i zrównoważenie, ale nie w aucie! Skarmiona została przeze mnie „zakazanymi” parówami, co mam nadzieję zostało mi wybaczone. Kasia pełniła funkcję fotoreportera - dobrze że mamy takich „prywatnych” mistrzów fotografii. Kasi Jaggerowej też zawdzięczamy piękne zdjęcia. Dziękuję im w imieniu wszystkich żądnych zdjęć, a jak zawsze parcie na szkło było niemałe!

Z hovkowych hovków była jeszcze Kiara z Hanią i Wasza Waszka znaczy moja. Kiary nie poznałam, bo jeden wielki „kłak”! I jak kobieta przytyła! Przed sterylką była chuda jak szkapina, a teraz wreszcie wygląda jak „człowiek”, chociaż daleko jej jeszcze do Klubu Grubasa. Hania wyjechała cudownie roześmiana, bo w niedzielę Kiarunia ciągała Pavla jak nie wiem na do widzenia: „proszę Pana jadę do domku to teraz Panu pokażę”. W pamięci będziemy mieć, (a nawet na zdjęciach) jak Hania deptała kwadrat w rytm hołubców po kwadracie i galopiku. Po czym karmiła kurki złotopiórki lub jak kto woli siała zboże. Półtora kilo parówek przecież „ledwo” było widać. Dziewczyny tropiły z wyraźną radością z wielkim dystansem do „codziennej”, własnej pracy tropieniowej. Jak tu nie przyjeżdżać na Dni Hovawarta????

Kijanka-Kijaszek

Hania tańcząco-tropiąca

 

Nie znam ludzi innej „nacji” niż hovkowa, którzy mają taki dystans do siebie. Loża szyderców czynna całą dobę! Pełen relaks, rozluźnienie, a ja całkowicie się zresetowałam. A moja Ruda???!!! To samo! Wprawdzie opuściłyśmy jesienne gryzienie, a poza tym nie gryziemy w ogóle, oczywiście pomijam gryzienie mojego rękawa Pokazuję język, więc metodycznie polowałyśmy od początków. Wasza polowała, chwytała, memlała, skakała i NOSIŁA! Oprócz tego genialnie chodziła przy nodze i skakała przez palisadę jakby nic innego w życiu nie robiła. Oczywiście lansowałyśmy naszą wyjątkowa obróżkę.

Zresztą jeśli chodzi o lansowanie to lansiarzy było więcej. Kasia Lottkowa, która uwielbia pomarańcze, miała w tym kolorze bluzy, skarpetki i  nawet paznokcie.  Mało tego, linka do tropienia  była również  w kolorze „lekko” odblaskowego pomarańczu. Kasia Jaggerowa i Darek Santkowy też takowe posiadali, a co! Iula z kolei posiadała żarówę-obróżkę i smyczkę, ale w kolorze seledynu! My z lansu miałyśmy uplecione warkoczyki i skarpety w ważki. A jak weszłyśmy na plac, pilnowała nas prawdziwa ważka, niestety nie wiem jakiego koloru, bo widziała ją Kasia Lotkowa. Pewnie była różowa. Uśmiech

Lotka i Jagger lansowali ponadto szelki z własnym imieniem, pomarańczowe jakby były wątpliwości. A Lotka miała jeszcze, słuchajcie, czarną, skórzaną obróżkę w stokrotki również skórzane! Czegoś tak pięknego nie widziałam jeszcze.

Oprócz ciężkiej pracy na placu oraz opalania, miałyśmy zapewnione wieczorne oglądanie wołowiny i cielęciny, żywej oczywiście, wyżerkę i popitkę no i pogaduchy do poduchy. Tym razem Hania kluczyk od pokoju miała zawinięty wokół nadgarstka i większość z nas znała jego położenie. Hitem sezonu była opowieść o psie, który jeździł…. koleją?... No nie, a właśnie nie… jeździł autobusem tudzież walizką, a właściwie w walizce… i o złodzieju, który chciał „pomóc” starszej pani jadącej z tą walizką na cmentarz. Zdziwił się pewnie niezmiernie, kiedy ją otworzył. Popłakaliśmy się ze śmiechu! Jak nic chłopak się zresocjalizował i porzuci swój fach. Policja powinna zatrudniać starsze panie, bo ich osobliwe pomysły ukróciłyby przestępczość.

Powinnam jeszcze uświadomić Was drodzy czytelnicy, że krowa, żeby miała mleko, musi być cielna i że kura ma jeden otwór na jajka i inne rzeczy Puszcza oczko. Ryczeliśmy ze śmiechu również z takiej błahej rzeczywistości, która okazuje się nie jest oczywista hihihihi Myjcie jajka przed włożeniem do gotowania, nie mówiąc już o użyciu na surowo. Tak… było wesoło….

Podsumowując już wreszcie, wykorzystam pytanie, które zadał mi ostatnio pewien nastolatek. „Jak to jest, że dorośli na wyjazdach zachowują się jak gimnazjaliści?”. Tak, towarzyszył nam humor prawie gimnazjalny. Staliśmy się znowu dziećmi, pełna, czysta radocha jak adrenalina, złoty strzał! Emocjonalny złoty strzał. Dziewczyny, uwielbiam Was! Obawiam się, że spokojnie mam temat na książkę „Fenomenalne emocje na psich wyjazdach”.

Właściwie to ja teraz powinnam podziękować wszystkim: dziękuję że jesteście! Tym, co są bliżej mnie i dalej… naprawdę dziękuję i dziękuję mojej Malindzie Paszczulindzie, że jest ze mną! Świr nad świry, który profesjonalnie biegnąc za piłką potrafi zrobić przewrót w przód… Prawdziwy, a co!

Pavel, dziękujemy, że masz dla nas czas i bawisz się razem z nami! Tolerujesz nasze pomysły na ruchome taśmy, które będą nas zawozić do aut, hamaki tudzież inne kubeczki, smyczki itp. I niezmiennie, cierpliwie wyciągasz te szarpaki, kliny, rękawy, a nawet „ubranka” dla najlepszych!

HoVam się spać…. Do zobaczyska mam nadzieję niebawem!

Agnieszka Malindowa

Spoko

a TUTAJ album Kasi Godlewskiej pełen kolorowych i wiosennych zdjęć!

 

Migawki

Czy jasnowłosa piękność o szafirowym imieniu znalazła ukojenie u boku swej pierwszej miłości? A może jej serce zabiło mocniej do śniadego chuligana z odległego kraju? Co wyniknie z ich spotkania? Drugi tom Smoczej Sagi już 22 lipca w księgarniach.